Przepisy kulinarne na dania lekkie i sezonowe. Blog kulinarny z prowadzę potrzeby serca Zapraszam do komentowania i dzielenia się uwagami. Zdjęcia i teksty są moją autorską własnością
środa, 31 października 2012

Nie obchodzimy Halloween. Dalekie są mi też zachwyty nad czekoladkami w kształcie mózgów nadziewanych czymś czerwonym ;) i ciasta w kształcie grobów (pomijając cały kunszt tworzącego je cukiernika). Jednakże choć sówki znalazłam na blogu MojeWypieki jako propozycję na tę właśnie okazję, uznałam, że są nadzwyczaj uniwersalne. W ogóle nie straszą a nawet są przemiłe, wręcz urocze... Pomysł krąży po sieci od jakiegoś czasu, ale mnie najbardziej spodobało się wykonanie Dorotus. Przygotowałam je więc z okazji popołudniowego spotkania z dziećmi u przyjaciół...

Jest to bardziej propozycja dekoracji niż konkretny przepis, skupię się więc na uwagach dekoratorskich.

składniki:

babeczki z ulubionego przepisu - sprawdzą się każde, najlepiej takie, które mało wyrastają i nie mają w sobie dodatkowych nierówności np w postaci orzeszków, rodzynek itp. Mogą być marchewkowe, jabłkowe lub najprostsze, bez dodatków.

ciastka typu markizy z białym kremem - co najmniej dwa razy tyle sztuk ile sów chcemy mieć (trzeba liczyć się ze stratami w postaci pokruszonych ciasteczek)

czekolada (zużyłam ok 70g na 10 babeczek)

2 łyżki masła

kolorowe drażetki na dzioby i źrenice (można eksperymentować z kolorami)

przygotowanie:

Wystudzone babeczki wyrównać odcinając wybrzuszenia (pozostawienie "garbu" będzie źródłem potężnych utrudnień w tworzeniu dekoracji).

Markizy delikatnie podzielić za pomocą noża na stronę z kremem i tę bez kremu. Należy zachować szczególną ostrożność jeśli ciastka należą do wybitnie kruchych. Z jednego ciastka otrzymamy tylko jedno oko ;)

Ciastka bez kremu podzielić na połowy (idealnie jest podzielić na 3 części wzdłuż i użyć do dekoracji tylko tych zewnętrznych, z okrągłym brzegiem ciastka).

Czekoladę rozpuścić z masłem w kąpieli wodnej. Lekko wystudzić co spowoduje jej zgęstnienie.

Smarować babeczki czekoladą, przyklejać po dwa ciastka z kremem jako oczy, kawałki ciastek bez kremu - jako uszy. Dziób umocować wciskając drażetkę bokiem. Źrenice dobrze jest delikatnie wcisnąć w krem markizy lub przykleić na odrobinkę czekolady.

Warto poeksperymentować z umiejscowieniem źrenic i dziobków - niezwykłe jak bardzo można zmienić wyraz "twarzy" sowy zmieniając położenie cukierków ;)

wtorek, 30 października 2012

Dziś nie będzie zdjęć ;)

W ostatnią sobotę miałam niewątpliwą przyjemność obejrzeć film "Wtajemniczeni" w ramach przeglądu "kuchnia + food film fest". O tym jakim zainteresowaniem cieszyła się impreza niech świadczy fakt, że bilety kupiliśmy z tygodniowym wyprzedzeniem i były to już prawie ostatnie miejsca. W prawdziwe zimne, mokre i ponure sobotnie popołudnie, warszawskie kino "Kultura" przeżywało prawdziwe oblężenie. Swoją drogą, przeciskając się przez tłum zastanawiałam się ilu blogerów kulinarnych na metr kwadratowy znajduje się w niewielkiej przestrzeni kina...

Film jest dokumentem ukazującym sylwetki największych kucharzy świata, którzy co roku spotykają się w ramach projektu COOK IT RAW - terenowego wyjazdu w czasie którego poznają kulturę kulinarną i smaki różnych regionów świata. Pokaz filmu poprzedzony był reportażem typu "making-of" pokazującym kulisy powstania filmu, miejsca w których został nakręcony i uczestników nietypowego "kongresu" w nieformalnych sytuacjach. Przed pokazem publiczność miała okazję zadać pytanie Alessandro Porcellemu, który jest twórcą COOK IT RAW. Po filmie zaś poproszono o komentarz reżysera filmu Macieja Kowalczuka, który zachowując skromność ponownie głos oddał publiczności prosząc o komentarze i uwagi. Całość wydarzenia ze sceny prowadził Paweł Loroch, którego manierę jedni kochają, inni nienawidzą jednak ja jestem zdania, że trzeba nie lada błyskotliwości, fluencji słownej i zdolności interpersonalnych, by w tak skuteczny sposób radzić sobie z koniecznością jednoczesnego integrowania wielu wątków, rozmów na żywo i reagowania na sygnały od realizatora wydarzenia. Wszyscy poczęstowani też zostali sękaczem znad Wigier - jednym z bohaterów filmu.

Już pierwsze kadry filmu przenoszą widza na łono przyrody, na pola i łąki jednego z najczystszych i najpiękniejszych regionów Polski - Suwalszczyzny. Film cechują piękne, szalenie malownicze zdjęcia, które wspaniale oddają surowość otoczenia i świeżość przyrody. W czasie projekcji filmu przez chwilę poczułam się zrelaksowana przez moment jakbym wyjechała na wakacyjny wyjazd...

Ideą filmu "Wtajemniczeni" jest oddanie hołdu tradycyjnym, jak najbardziej naturalnym sposobom wytwarzania żywności - temu co tak naturalne i pierwotne, dalekie od cywilizacji a co szumnie kultura Zachodu nazywa miejskim sloganem "slow food". Film składa się z wielu, pozornie niezależnych scen - każda ukazuje sylwetkę rzemieślnika lub szefa kuchni. Ci pierwsi to bardziej lub mniej rdzenni mieszkańcy Suwalszczyzny, którzy często z "dziada pradziada" (choć niekoniecznie, bo dotyczy to także małżeństwa szwajcarów, którzy od 19 lat mieszkają w Polsce), nie lada nakładem pracy kultywują produkcję żywności naturalnej: miodu, mąki, chleba, sera, kindziuka czy sękacza. Drudzy zaś, to szefowie kuchni najlepszych, nagradzanych gwiazdkami Michelina restauracji z całego świata, którzy przyjechali na północny-wschód Polski, do jednego z najdzikszych rejonów po to by poznać kulinarne perełki tutejszej ziemi. Spodziewałam się zderzenia światów, szoku na twarzach wielkich szefów kuchni... A tymczasem szok przeżyłam głównie ja. Większość przybyłych z Wielkiego Świata wirtuozów kuchni, których portrety przedstawiono, okazało się wychowanymi na wsi znawcami rytmów natury i koneserami żywności naturalnej... Właściwie każdy z nich w codziennym, luźnym stroju w scenerii pól, łąk i traktorów ;) mógł udawać mieszkańca polskiej prowincji a jego wygląd nie wzbudzałby podejrzeń.

Wszyscy zaprezentowani szefowie kuchni opowiadali zarówno o zwyczajach i stosunku do żywności jakie pamiętali z dzieciństwa i o znaczeniu jakie te doświadczenia miały dla uprawianej przez nich, tak bardzo podziwianej sztuki kulinarnej. Jak nie trudno się domyśleć, jakość i naturalność produktów to podstawowa tajemnica wielkiej kuchni! Genialne w swej prostocie... W każdym razie, choć suwalskie smaki były w pewnym sensie nowe dla zaproszonych przybyszów, to już tradycyjny sposób ich wytwarzania był dla każdego z nich oczywisty. Należy ubolewać jedynie, że ów tradycyjny sposób produkcji tak podstawowych produktów jest właściwie marginalnie reprezentowany i każdego roku ubywa rzemieślników chcących w naturalny sposób kontynuować tradycję. Film jest bardzo refleksyjny... Niemal filozoficzny, choć chodzi tu o filozofię jedzenia to można wyciągnąć bardziej generalne wnioski...

Bardzo polecam film.

No i kupujmy lokalne produkty!

poniedziałek, 29 października 2012

Przyszła zima... A wraz z nią ochota na zimowe smaki... Tak na marginesie, to osobiście mam wrażenie, że zbliżające się święta to Boże Narodzenie i łapię się na podśpiewywaniu świątecznych wersów. W dodatku dziś poniedziałek a ja jeszcze nie doszłam do siebie po zmianie czasu. Aby więc w dobrym humorze i z energią zacząć tydzień na śniadanie przygotowałam czekoladową owsiankę...

składniki na 2 porcje:

szklanka mleka (może być roślinne)

kilka kostek gorzkiej czekolady dobrej jakości (mniej więcej łyżka po rozpuszczeniu)

płatki owsiane górskie (ilość zależy od preferowanej gęstości owsianki)

klika łyżek amarantusa ekspandowanego

2 herbatniki

ewentualnie orzechy laskowe lub włoskie

przygotowanie:

Czekoladę rozpuścić w kilku łyżkach mleka. Pozostałe mleko podgrzać w rondlu i dodać rozpuszczoną czekoladę - wymieszać.

Do podgrzewającego się czekoladowego mleka wsypać płatki owsiane. Zagotować mieszając raz po raz.

Przykryć, zgasić pod rondlem i zostawić, by płatki napęczniały.

Po kilku minutach owsianka jest gotowa. Wyłożyć do miseczek, posypać amarantusem i pokruszonymi herbatnikami. Podawać ciepłe.

Smacznego!

dołączam też do akcji:

 

niedziela, 28 października 2012

Jakiś czas temu stanęłam przed wyzwaniem przygotowania tortu z okazji drugich urodzin M i F. Tort musiał być duży, bo zaproszonych było wielu gości. Poza tym jubilatów dwoje, wiec nie pozostawało nic innego jak przygotować tort podwójnej wielkości ;) W tym celu posłużyłam się dużą 30x40 cm, prostokątną foremką do ciasta i przygotowałam podwójną ilość składników na również urodzinowy tort Straciatella znaleziony na blogu Moje Wypieki. Przepis minimalnie zmodyfikowałam (jak to ja) m. in. zmniejszając ilość cukru, dodając rum do ponczu itp. więc podaję przepis z moimi zmianami.

Składniki:

Na blaty:

  • 10  jajek
  • 400g brązowego cukru
  • 150 g gorzkiej czekolady
  • 300 g masła
  • 80 g kakao
  • 120 ml kawy
  • 200 g kwaśnej śmietany
  • 5 łyżek mleka
  • 400 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • odrobina soli

na krem i poncz:

  • 1 litr śmietany kremówki, schlodzonej
  • 500 g serka mascarpone, schłodzonego
  • 5 łyżek cukru pudru
  • 100 g czekolady mlecznej, startej na tarce o dużych oczkach
  • ok. 1 kg malin
  • 1 szklanka mocnej herbaty z cytryną
  • 2 łyżki rumu

Przygotowanie:

Składniki przygotowujemy ogrzewając do temperatury pokojowej.

Masło roztopić i zdjąć z palnika, dodać czekoladę, mieszać do rozpuszczenia i ostudzenia mieszaniny.

Kakao przesiać, dodać kawę, śmietanę i mleko – dokładnie wymieszać.

Mąkę przesiać z proszkiem, sodą i solą.

Jajka ubić w całości mikserem dodając stopniowo brązowy cukier. Gdy będą jasne i puszyste dodać czekoladę roztopioną z masłem, masę z kakao i dalej miksować. Dodać mąkę i wymieszać bardzo delikatnie.

Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Przełożyć ciasto.. Piec w temperaturze 160ºC przez około 45 - 60 minut (do suchego patyczka)

Przekroić wzdłuż dopiero po całkowitym przestudzeniu (najlepiej przygotować blaty dzień wcześniej).

Śmietanę kremówkę ubić, pod koniec ubijania dodać cukier. Ubitą śmietanę dodać do serka mascarpone - wymieszać. Na koniec dodać startą czekoladę.

Do ostudzonej herbaty dodać rum.

Pierwszy blat nasączyć połową ponczu, nałożyć połowę kremu i wyłożyć maliny. Przykryć drugim blatem, nasączyć, wyłożyć resztę kremu i posypać tartą czekoladą.

 



środa, 24 października 2012

Kto nie uległ choć raz urokowi małych pastelowych hamburgerków ułożonych kolorami w stylizowanych na francuskie cukierenkach? Jak donosi Wielki Świat - Kuchenny Blat cywilizacja zachodnia ponoć oszalała na punkcie tych migdałowych cudeniek i zajada się nimi każda szanująca się stolica: od Paryża po Nowy Jork. Tymczasem rzeczone makaroniki są banalnie proste w wykonaniu i z powodzeniem można wykorzystać je jako sposób na pozostałe z innych kuchennych wyczynów białka... Są szybsze niż bezy i bogatsze w smaku.

Moje ciasteczka przypominają bardziej beziki lub kokosanki - nie przywiązałam się zbytnio do idei dodawania barwnika spożywczego, a w czasie porcjowania masy rozpadła się moja szpryca ;) więc powstały kremowe w kolorze, nieregularne w kształcie pyszne chmurki.

W sieci krąży wiele przepisów na makaroniki, ja wykorzystałam minimalnie zmodyfikowany przepis Dorotus.

składniki:

3 białka - najlepiej kilkudniowe (t

rzymamy je bez przykrycia w lodówce)

50g cukru kryształu

200g cukru pudru

100g drobniutko mielonych migdałów

przygotowanie:

Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec dodać cukier kryształ - nadal ubijać aż do uzyskania lśniącej, naprawdę sztywnej piany.

Migdały wymieszać z cukrem pudrem.

Ubitą pianę z białek dodać do sypkich składników. Bardzo delikatnie wymieszać - tak aby piana nie opadła.

Nałożyć do szprycy- rękawa* z okrągłą k

ońcówką i wykładać na blachę wyłożoną papierem porcje o średnicy ok 2-3cm.

Stuknąć blachą kilkakrotnie w blat szafki aby makaroniki opadły i stały się płaskie. Odstawić na godzinę by ciasteczka podeschły.

Piekarnik nagrzać do 160 stopni. Piec 15-20 min.

Po tym czasie wyjąc blachę z piekarnika i odczekać chwilę aż ciasteczka lekko przestygną - będą lepiej odchodziły od papieru.

Prawidłowo upieczony makaronik powinien mieć gładki spód, lekko chrupiącą skórkę oraz miękki środek.

Można przełożyć kremem i sklejać po dwa ale już same w sobie są pyszne, choć nie da się ich zjeść na raz więcej niż kilka sztuk. Są naprawdę słodkie.

Smacznego!!!

* z braku takowego sprzętu zdaje egzamin także nakładanie ciasta łyżką choć trudno liczyć na efekt regularności kształtów ;)

Tagi: białka
09:02, jfloryan , ciastka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 21 października 2012

Ratatuj, leczo, caponata... Każdy kraj ma swój sposób na pyszne połączenie cukinii, bakłażana, pomidorów i papryki. W dodatku alternatywnych przepisów na te potrawy można znaleźć całe multum, co skłania mnie do myślenia z dystansem o kategorycznych proporcjach poszczególnych składników. Wszystkie te potrawy łączą nieprzeciętne walory smakowe i szerokie możliwości zastosowania (od obiadu, przez kolację do serwowanych podczas jesiennych spotkań towarzyskich na ciepło lub zimno dań). Warzywny "miszmasz" dla mnie to idealna potrawa także z innego powodu. Stanowi świetny sposób na zagospodarowanie pozostałych z poprzednich zakupów warzyw - gdy tuż przed sobotnią wizytą na targu robię tak zwany przegląd lodówki.

składniki:

bakłażan - 1 szt

cukinia - 1 szt

cebula - 1 szt

2 ząbki czosnku

papryka czerwona - 1 szt

papryka żółta - 1 szt

4 nieduże pomidory (lub 2 duże)

bazylia, zioła prowansalskie

sól i pieprz

1 łyżka oleju

przygotowanie:

Cebulę pokroić w piórka, zeszklić na łyżce oleju, czosnek posiekać i dodać do cebuli.

Warzywa umyć i pokroić w kostkę. Dodać do cebuli w kolejności: papryka, cukinia, bakłażan.

Pomidory sparzyć i pozbawić skóry. Pokroić w kostkę i dodać do pozostałych warzyw.

Potrawę doprawić ziołami, solą i pieprzem. Gotować do miękkości warzyw.

Podawać gorącą. Warto już na talerzu skropić surową oliwą.

środa, 17 października 2012

Danie dedykowane było dla P. który marudzi, że mało przyrządzam mięsa. Wpis na blogu dedykuję K, która z przeciążenia obowiązkami jednak nie zdecydowała się wpaść w celach towarzysko-konsumpcyjnych ;)

Wielogodzinne, duszone potrawy takie jak strogonow lub wołowina po burgundzku to mój ulubiony sposób na wołowinę... No może wyjątkiem jest piękny, wrzucony na chwilę na patelnię różowy stek ale o tym kiedy indziej...

składniki:

1 kg udźca z wołowiny

40dag pieczarek

duża cebula

koncentrat pomidorowy - mały słoiczek

sól, pieprz czarny i czerwony

liście laurowe - 3 szt

ziele angielskie - 4-5 szt

olej do smażenia

przygotowanie:

Mięso umyć i oczyścić. Pokroić na plastry ok, 1,5cm w poprzek włókien a następnie w dużą kostkę. Cebulę pokroić w piórka.

Mięso partiami obsmażyć na oleju - tak by zatrzymać smak i soki wewnątrz mięsa. Przekładać do dużego garnka i gotować na małym ogniu. Na patelni po mięsie podsmażyć i poddusić cebulę a następnie dodać do mięsa.

Dodać przyprawy, poza solą.

Pieczarki umyć, oczyścić, pokroić na plasterki, posolić. Dusić w niewielkim garnku przez ok 30 min i dodać do garnka z mięsem.

Całość potrawy dusić 2-3 godziny do miękkości mięsa. Pod koniec duszenia dodać sól do smaku i ewentualnie doprawić dodatkowo tłuczonym pieprzem.

Podawać z kaszą i natką pietruszki.

Smacznego!

 

wtorek, 16 października 2012

Z rozpoczęciem sezonu dyniowego zwykle zwlekam, bo oznacza on ostateczną rezygnację z mrzonek o lecie... Ale niech będzie! Koniec zaklinania rzeczywistości. Stało się - przymrozki za progiem. Zioła w doniczkach zabrane z balkonu, bo już nie wytrzymywały. Sezon dyniowy w pełni!

Dynia nadaje się do wszystkiego i w tym wypadku powiedzenie, że jak coś nadaje się do wszystkiego to tak naprawdę nadaje się do "wiadomo czego" w ogóle się tu nie sprawdza. Z dyni pyszna jest zupa, wspaniałe są placki, ciasto a późną jesienią korzenny sernik. Tym razem wypróbowałam alternatywę ciasta - dyniowy chlebek z orzechami. Bardzo nam smakował. Naprawdę polecam - zwłaszcza wszystkim amatorom niezbyt słodkich wypieków i poszukiwaczom alternatywy dla ciastek z kremem ;)

składniki:

1/4 szklanki oleju

1/4 szklanki tłustego jogurtu naturalnego

2/3 szklanki brązowego cukru

2 łyżki miodu

szklanka puree z dyni*

szklanka rozgniecionych bananów (użyłam 2 szt)

2 łyżki soku pomarańczowego

2 jajka

łyżeczka ekstraktu waniliowego

szklanka mąki pełnoziarnistej

1/2 szklanki mąki pszennej uniwersalnej

3 łyżki mielonego siemienia lnianego

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody

1/2 łyżeczki soli

1 łyżeczka cynamonu

1/2 szklanki orzechów włoskich

 

przygotowanie:

Piekarnik nagrzać do 190 stopni

Wymieszać razem: olej, jogurt, cukier, mód, banany, dynię, sok, wanilię i jajka. Można posłużyć się robotem kuchennym.

W dużej misce wymieszać mąki, sól, cynamon, sodę i proszek do pieczenia. Dodać posiekane orzechy.

Do składników suchych należy dodać mokre i szybko wymieszać**

Piec w podłużnej foremce - keksówce przez ok 50-70 min (do suchego patyczka).

 

* puree z dyni przygotowuję rozgotowując kawałek dyni i odparowując nadmiar wody (powinna to być gęsta papka). Dla uzyskania całkowitej gładkości warto na koniec zmiksować blenderem. W krajach anglosaskich takie puree kupić można w puszce, co jest źródłem mojego nieustającego zadziwienia - nie ma nic prostszego w przygotowaniu.

** jeśli ciasto wydaje się podejrzanie rzadkie należy dodać trochę mąki - z uwagi na dużą ilość bananów i dyni wilgotność ciasta może być zbyt duża w stosunku do ilości mąki.

chlebkiem dołączam nie tylko do dnia chleba ale też do akcji "Dyniowe przysmaki"

Dyniowe przysmaki

sobota, 13 października 2012

Chałka to dla mnie klasyka dzieciństwa. Lekko słodki smak i delikatny, rwący się miąższ grubej pajdy posmarowanej masłem przypomina mi pojęcie drugiego śniadania - sycącego posiłku gdy kilka godzin po śniadaniu łakomczucha dopadał głód, a do obiadu wciąż było daleko... Chałka z masłem i do tego koktajl z truskawek albo serek waniliowy jedynej w owym czasie na rynku marki serków homo. Wiadomo - z krówką.

Dziś świeża chałka to nadal jest to! Ale swoją własną upiekłam po raz pierwszy. Z przepisu Liski z Pracowni Wypieków z minimalnymi zmianami w proporcji składników. Od wczoraj konsumuję ją z białym serem, cienkimi plasterkami świeżej figi i miodem. Pyyyccccchhhhhhhhhhaaaaaaaaa!!!

składniki:

500g mąki pszennej

2 całe jajka

1 żółtko

20g drożdży (świeże)

170ml wody

1 łyżeczka soli

50g oleju

3 łyżeczki cukru

olej do posmarowania z wierzchu

łyżka mleka

przygotowanie:

Drożdże, 100g mąki, łyżeczkę cukru i wodę rozczynić w dużym naczyniu. Odstawić na 20-30 min.

Po tym czasie mąkę przesiać do zaczyny, dodać pozostałe składniki i wyrobić ciasto (ja robiłam to ręcznie). Przykryć pozostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na ok 2h.

Po tym czasie podzielić ciasto na równe części i z każdej uformować wałeczki ciasta. Ja podzieliłam na 8, by zapleść 2 chałki - każdą z 4 części.

Tajemnicę zaplatania chałki można znaleźć w Internecie w wielu miejscach - jako szereg następujących po sobie zdjęć z kolejnymi etapami zaplatania. Ja po prostu zaplotłam. Nie odważę się opisywać jak to zrobiłam, bo nie całkiem wiem :) Każda osoba płci żeńskiej umie zapleść warkocz a chałka to taki warkocz z większej ilości elementów. Ale do rzeczy...

Zapleść 2 chałki (z dowolnej ilości wałeczków), posmarować olejem i ponownie zostawić do wyrośnięcia na ok 2h (powinny się naprawdę napuszyć).

Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Bułki posmarować żółtkiem roztrzepanym z łyżką mleka. Piec przez ok 30 min do złotego koloru.

Wystudzić na kratce. Przechowywać zawinięte w lnianą ściereczkę (jeśli zostanie coś do przechowywania).

Smacznego!!!

czwartek, 11 października 2012

Niewiarygodne! Już październik, zaraz węgierki się skończą a tu na straganie uśmiechają się poziomki w malutkich kobiałkach... I jak tu ich do domu nie wziąć? Są tacy co twierdzą, że jak poziomki to tylko kogel mogel... A więc voila!

składniki na 2 foremki na tartinki:

2 żółtka

2 łyżki cukru

garść poziomek

przygotowanie:

Piekarnik nagrzać do 180 stopni

Żółtka utrzeć z cukrem do białości

Oczyszczone poziomki wyłożyć do foremek, zalać masą żółtkową (koglem moglem)

Piec ok 10 min pod grzałką piekarnika.

Smacznego!

 
1 , 2
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Durszlak.pl Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl - moja galeria
my foodgawker gallery
stat4u Top Blogi Odszukaj.com - przepisy kulinarne Lista Blogów Kulinarnych Follow on Bloglovin Foodki - fotografie potraw i zdjęcia kulinarne