Przepisy kulinarne na dania lekkie i sezonowe. Blog kulinarny z prowadzę potrzeby serca Zapraszam do komentowania i dzielenia się uwagami. Zdjęcia i teksty są moją autorską własnością
czwartek, 31 stycznia 2013

To nie był szczyt wyczynu estetycznego, ale za to w smaku... kremowa poezja! Zdecydowanie dla miłośników a) deserów kremowych, b) migdałów, c) słodyczy! Powstał z okazji urodzin Dużego, który spełnia wszystkie trzy kryteria w sposób totalny. Znany mi dotąd tort egipski był z orzechów laskowych - mój jest migdałowy. Jest to też jeden z tych tortów, które najlepiej przyrządzić ok godziny przed podaniem i nie jeździć z nim nigdzie ;) Będzie to wystarczający czas aby warstwy się "przegryzły" a całość nie zdążyła przesadnie rozmięknąć.

składniki:

na blaty migdałowe o średnicy 25cm:

3x 60g mielonych migdałów

3x 3 białka

3x3 łyżki mąki

3x3 łyżki cukru

wykonanie blatów:

uwaga - każdy z 3 blatów wykonujemy i pieczemy osobno (chyba ze posiadamy 3 tortownice o tej samej średnicy)

Piekarnik nagrzać do 170 stopni.

3 białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodać 3 łyżki cukru cukru.

Gdy blaty są gotowe dodać 60g migdałów i 3 łyżki mąki - delikatnie wymieszać.

Wyłożyć do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia i piec ok 15-20 min.

W tym czasie przygotować masę na drugi blat a potem na trzeci.

składniki na masę kremową:

9 żółtek (pozostałych od blatów, ale może ich być mniej np 5)

10 łyżek mąki

1,5 szklanki mleka (u mnie sojowe)

1 szklanka cukru

200g bardzo miękkiego masła

wykonanie:

Mleko zagotować.

Zółtka ubić mikserem z cukrem do białości, dodać mąkę i dalej miksować na gładką masę.

Gorące mleko wlewać mieszając do masy żółtkowej. Starannie wymieszać i przelać do rondla po mleku.

Masę zagotować ciągle mieszając by nie przywarła i nie przypaliła się.

Zdjąć z ognia, przykryć folią spożywczą i całkowicie wystudzić.

Masło rozetrzeć mikserem i dalej miksując dodawać po łyżce masę budyniową.

składniki na masę śmietankową:

0,5 l śmietany kremówki

100g posiekanych migdałów bez skórki

100g cukru

Wykonanie:

Cukier wsypać na patelnię, rozpuścić i poczekać aż zbrązowieje i zrobi się karmel.

Szybko wylać masę na papier do pieczenia i zostawić by zastygł.

Migdały uprażyć na suchej patelni.

Śmietanę ubić na sztywno.

Zastygłą, karmelową szybkę należy połamać na drobne kawałki (można sobie pomóc wałkiem).

Do ubitej śmietany dodać prażone migdały i 3/4 połamanego karmelu.

wykonanie tortu:

Na pierwszy blat wykładamy 1/3 masy budyniowej a na nią 1/3 masy śmietanowej. Przykrywamy drugim blatem i powtarzamy czynności. Kończymy warstwą śmietanową, którą ozdabiamy w dowolny sposób (ja wykorzystałam pozostałe migdały i karmelowy "tłuczeń").

Tort koniecznie chłodzimy w lodówce do chwili podania!

oj smacznego!!!

wtorek, 29 stycznia 2013

Są w życiu blogera kulinarnego chwile dla których żyć warto... No jest ich całkiem sporo, bo właściwie codziennie jest okazja żeby przyrządzić i spałaszować coś pysznego, ale nie taką zwykłą przyjemność mam na myśli... Zdarzyło się, że zaproszona zostałam do miejsca absolutnie wyjątkowego na warszawskiej mapie kulinarnej. Atelier Amaro. To miejsce, które funkcjonuje od jakiegoś już czasu jako autorski projekt Wojciecha M. Amaro, który wcześniej szefował kuchni jednej z ekskluzywnych warszawskich restauracji biznesowych.

Atelier mieści się w dość niepozornym pawilonie na tyłach odwiecznego pubu przy pl. Na Rozdrożu. Pawilonik jest niewielki i powiedziałabym że jego przeznaczenie nie jest oczywiste na pierwszy rzut oka. Trochę takie miejsce "dla wtajemniczonych". Tuż przy wejściu srebrne litery wieszczą, iż jest to miejsce: "where nature meets science" co tylko dodaje tajemniczości i wieloznaczności, gdyż nauka może na wielu płaszczyznach spotykać naturę i kuchnia molekularna nie jest jedynym na to sposobem...

Moja inicjacja w temat kuchni molekularnej o mały włos nie doszła do skutku, gdyż z pośpiechu i emocji jeszcze w domu odkroiłam sobie nowym japońskim nożem opuszkę palca, jednak po szybkiej wizycie na ostrym dyżurze i interwencji chirurga zawitałam w progi mistrza.

Wnętrze jest proste, nowoczesne i bardzo eleganckie - bez zbędnych ozdobników - w końcu przychodzi się po doznania smakowe a całą reszta jest tylko tłem. Już przy wejściu zostaliśmy przywitani przez szefa sali, który odprowadził nas do stolika. Po chwili podszedł kelner, który poinformował nas, iż możemy wybrać degustacyjne menu 3, 5 lub 7 daniowe. Zdecydowaliśmy się na 5 "momentów". Następnie podszedł sommelier proponując kartę win na i-padzie (!) Poprosiłam o dopasowanie jednego białego wina do dań, zdając sobie doskonale sprawę, że będzie to jedynie akompaniament dla wrażeń i nie znajdę w sobie dość sił by koncentrować się dodatkowo na poszczególnych trunkach. Sommelier z wyrozumiałością dla mojego skromnego wyboru wyraził żartobliwe ubolewanie, że faktycznie pracuje w miejscu gdzie goście traktują wino jako dodatek...

Wstęp do wybranego menu degustacyjnego stanowiły 3 mini potrawy, których celem było pobudzenie zmysłów i rozgrzanie kubków smakowych... Podeszłam do tego pomysłu dość sceptycznie, ale zdecydowałam się poddać eksperymentowi.

Pierwszą potrawę stanowiły "krople rosy" - na syntetycznym listku leżało 9 kropelek "rosy" w 2 kolorach i smakach: kwaśnym i słodkim.

kolejnym zaskakującym apetizerem był "gotowany w syropie przez 7 dni i 7 nocy zielony orzech włoski podany z lodami i jogurtem" a wyglądał jak przepiórcze jajo w majonezie:

Na zakończenie początku podano nam cieniuteńką, że "Warszawę widać" wstążkę wędzonej w czymś słoniny z jeżynami, sosem z marakui i szynką z niedźwiedzia... Uczucia miałam mieszane i nie omieszkałam zapytać kelnera skad ten niedźwiedź na co kelner odpowiedział, że "szef sprowadza przeróżne rzeczy z całego świata".

To był dopiero początek...

Jako pierwszą z pięciu "momentów" podano sałatkę "Z czterech rodzajów pomidorów z kiełkami i werbeną cytrynową i bagietką lawendową". Wydawać by się mogło, ze sałatka jak sałatka ale nie w Atelier... Ponieważ smaku nie da się opisać, nie będę nawet próbowała. Dość powiedzieć, że podano do niej również chleb z popiołem, który był całkowicie czarny i tak pyszny, ze zjedliśmy cały i jako zwykli zjadacze chleba (albo jacyś Francuzi)- poprosiliśmy o więcej :)

Kolejnym daniem była "zupa z borówki z kwiatami rukoli i pierogiem z hibiskusa nadziewanym kozim serem (pływa w środku) z szałwią" Obłędna.

Kolejny moment, już bardziej "konkretny" to danie zawierające składnik będący moim postrachem odkąd zgłębiam tajniki kuchni francuskiej...Grasica cielęca podana z karczochami i kwiatami nasturcji. Powtarzam zdjęcie "z góry" - danie podane zostało na kamieniu co w szczególny sposób dodawało mu uroku. Szczerze mówiąc gdybym miała wybierać danie z karty nie wybrałabym go. I tak ominęłoby mnie niepowtarzalna przeżycie. Sama grasice w smaku była niezwykle delikatna, wręcz muślinowa... Że takim określeniem się posłużę. Nie jest to mój klimat, ale smakowo perfekcyjna.

Następne "danie" było daniem głównym. A była to sarnina z kminkiem i sosem morelowym, podana z glazurowaną dziką marchewką, bezami (!!!) czosnkowymi i foie gras. Sarnina znakomita, ale dopiero połączenie jej z pozostałymi smakami było zaskakującym, nieopisywalnym wulkanem przeżyć. I te czosnkowe bezy. Doprawdy nie wpadłabym na to.

Zostało już tylko zakończenie. Z jednej strony żal, że sięgające zenitu emocje oczekiwania na nieprzewidywalne przeżycia a po nich kolejne eksplozje smaku niedługo się skończą, z drugiej zaś poczucie, że tyle wrażeń w jeden wieczór zaraz przepełni moje możliwości przetworzenia ich i system się zawiesi...

Deser na osłodę tych rozterek okazał się zaskakująco "tradycyjny". W stalowej, potężnej miseczce podano nam miniaturowe brownie, mus owocowy, lody borowikowe i świeże maliny... Hmmm. Lody borowikowe nie zaskoczyły mnie - jadłam już ziemniaczane a nawet oscypkowe w innym warszawskim miejscu. Powiedziałabym nawet że te w Atelier pasowałyby bardziej do mięsa niż do deseru...



I tak uczta dla zmysłów uległa zakończeniu... Pozostało nam delektować się ostatnią lampką wina i zapamiętać jak najwięcej. Jednakże uraczona jak jeszcze nigdy w żadnej restauracji poprosiłam o możliwość podziękowania szefowi kuchni i zostałam zaprowadzona do kuchni gdzie ujrzałam zastęp uwijających się przy pracy kucharzy i suszące się w piekarniku czosnkowe bezy. Po miłej pogawędce z Twórcami Kulinarnych Przeżyć wróciłam do rzeczywistości - zadzwoniła babcia , że Mały płacze i że może byśmy już wrócili...

Tu dzwoni babcia:

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Nie jestem wielką fanką sałatek - zwłaszcza zimą. Jednak nie zmienia to faktu, że czasem zdarza mi się przyrządzić i spałaszować coś czego rezultat zechcę zapamiętać.

składniki na 1-2 porcje:

Połówka brokuła,

kilka plasterków fety,

2 łyżki płatków migdałów,

2 garście rukoli,

na sos:

łyżka oliwy,

łyżeczka miodu,

łyżeczka octu balsamicznego,

pół łyżeczki musztardy

sól i pieprz

wykonanie:

Brokuła ugotować na parze ok 10-15 min.

Migdały uprażyć na suchej patelni.

Rukolę umyć i osuszyć.

Ser pokroić w kostkę.

Składniki sosu wymieszać razem.

Brokuła i rukolę ułożyć w misce, polać sosem. Posypać pokrojonym w krostkę serem i uprażonymi płatkami migdałów.

Smacznego!

piątek, 25 stycznia 2013

Zima nie rozpieszcza. Z utęsknieniem czekam na jasne wieczory i wychodzenie z domu bez pięciu warstw ubrań na sobie zwieńczonych grubą, puchową kołdrą... Póki co jednak meteorolodzy każą przygotować się na najzimniejszy weekend tej zimy, a mnie na pocieszenie pozostaje karnawał... A w karnawale dużo okazji do psot (że użyję tego retro-słowa) i wesołej zabawy. Ostatnio wejściówką na jedną z imprez było przyniesienie "zielonego, puszystego nie-powiem-czego". Moja odpowiedź była oczywiście kulinarna. Kształtem oddawała pełnię kobiecego kształtu, który miała reprezentować, o puszystości przesądził biszkopt a kolor widać na zdjęciu...

składniki:

na biszkopt:

4 jajka,

8 łyżek cukru,

4 płaskie łyżki maki ziemniaczanej,

4 łyżki mąki pszennej,

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,

barwnik spożywczy,

na nadzienie rolady:

kwaskowaty dżem

na masę do ciasta:

2 zielone galaretki,

serek waniliowy ok 200g

przygotowanie:

białka z cukrem ubić w mikserze na sztywną pianę, dodawać po jednym żółtku nadal ubijając.

Oba rodzaje mąki i proszek wymieszać razem. Dodać do masy żółtkowej i delikatnie przemieszać szpatułką.

Wyłożyć na dużą, prostokątną blachę wyłożoną papierem. Piec w temperaturze 180 stopni przez kilkanaście minut.

Przygotować czystą, lnianą ściereczkę. Po wyjęciu z piekarnika biszkopt szybko położyć na ściereczce papierem do góry.

Delikatnie zdjąć papier. Ciasto zwinąć wzdłuż długiego boku w roladę. Zostawić zawinięte do wystygnięcia.

Gdy ciasto wystygnie, delikatnie rozwinąć, posmarować nadzieniem i ponownie zwinąć.

Przygotować okrągłą miskę o pojemności ok 1,5 litra wykładając ją folią spożywczą.

Jedną galaretkę rozpuścić w połowie przewidzianej na opakowaniu wody. Gdy wystygnie dodać serek waniliowy i dokładnie wymieszać. Wstawić do lodówki na kilkanaście minut.

Roladę pokroić w plasterki. Wyłożyć nimi wnętrze miski.

Gdy galaretka zacznie tężeć wyłożyć ją na plasterki ciasta. Odłożyć do lodówki.

Przygotować drugą galaretkę i zostawić do lekkiego stężenia.

Gdy pierwsza porcja galaretki będzie ścięta wyłożyć drugą.

Jeśli brakuje nadzienia aby zapełnić całe "roladowe" wnętrze, można zwiększyć objętość wkładając do galaretki przez jej zastygnięciem owoce np cząstki mandarynki. Można także odciąć nadmiar rolady po zastygnięciu galaretki.

Wyjmować bezpośrednio przed podaniem przykrywając miskę talerzem i odwracając całość do góry nogami.

 

09:13, jfloryan , deser
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 stycznia 2013

Pogoda nie rozpieszcza. Pomału mam dość zimy, nadmiaru śniegu i mrozu szczypiącego wszystkie wystające części ciała. W takie dni jak dziś potrzebuję rozgrzania od wewnątrz. A prawdziwie rozgrzewają tylko niektóre dania. Z całą pewnością należą do nich inspirowane wschodnimi smakami jednogarnkowe dania-zupy. Warzywa korzeniowe, strączki, kawałki mięsa, chili, imbir, czosnek, kmin i kolendra to niezastąpione składniki jeśli chcę się rozgrzać. W dodatku do przygotowania takiej potrawy potrzebuję tylko jednego garnka :) W wersji wegetariańskiej wystarczy nie dodawać mięsa - podstawa przepisu jest bezmięsna.

składniki:

1 marchewka,

1 pietruszka,

1/2 bulwy kopru włoskiego,

1 średnia cebula,

2 ziemniaki,

puszka pomidorów krojonych w kostkę,

1 łyżka oliwy,

łyżeczka nasion kolendry,

1/2 łyżeczki sproszkowanego chili,

3/4 łyżeczki kminu rzymskiego,

1 ząbek czosnku,

pół szklanki gotowanej ciecierzycy,

1 pierś z kury

sól do smaku

przygotowanie:

Warzywa obrać i umyć, pokroić w półplasterki lub kostkę.

W garnku rozgrzać oliwę, przyprawy rozgnieść w moździerzu i wrzucić na gorącą oliwę. Prażyć przez ok 30 sekund. Czosnek rozgnieść i też wrzucić do garnka - trzeba uważać by przyprawy się nie przypaliły bo będą gorzkie. Cebulę pokroić w piórka i wrzucić do przypraw. Chwilę podsmażyć.

Dodać pozostałe warzywa i pomidory z puszki, dolać ok 2 szklanek wrzątku i gotować przez ok 10 min.

Mięso umyć i pokroić w kostkę. Dodać do zupy. Wsypać ciecierzycę. Gotować ok 30 min aż wszystkie składniki będą odpowiednio miękkie a zupa osiągnie pożądaną konsystencję.

Podawać z grubo siekaną kolendrą lub natką.


piątek, 18 stycznia 2013

 

Panini zachwycają mnie swoim kształtem. Wyglądają jak poduszeczki i moim zdaniem są po prostu urocze. Tradycyjne, te które można kupić w wielu piekarniach, to bułeczko-chlebki z pszennej mąki. Ja pokusiłam się o zrobienie ich z pełnoziarnistego zaczynu i połączyłam mąki z różnych zbóż. Panini pełnoziarniste wyszły trochę bardziej zbite niż te z wyłącznie pszennej mąki ale niczego im nie brakowało, były wręcz zaskakująco puszyste jak na pełnoziarnisty wypiek. Warunkiem jest czas. Zaczyn przygotowujemy jednego dnia, natomiast ciasto wyrabiamy i pozwalamy mu rosnąć następnego. Warto zrobić je gdy spędzamy choć kilka godzin w domu, bo "produkcja" jest kilkuetapowa, ale nie uciążliwa - wręcz przeciwnie - pieczenie chleba ma w sobie coś z magii. Inspiracja na panini tu.

składniki na 9 sztuk

na zaczyn:

50g mąki pełnoziarnistej (ja użyłam mieszanki 3 zbóż.)

szczypta soli

30-40 ml letniej wody

0,5 łyżeczki oliwy

pół łyżeczki suchych drożdży

Składniki zarabiamy i odkładamy do lodówki w przykrytym, posmarowanym oliwą naczyniu na ok 12 godzin.

na właściwe ciasto:

100g mąki kukurydzianej

100g mąki pszennej typ 550

100g mąki pełnoziarnistej (pszennej lub mieszanki różnych zbóż)*

*różne rodzaje mąki można zamienić po prostu na zwykłą, pszenną

1 łyżeczka drożdży instant

20 ml oliwy

1 łyżeczka soli

200-250ml letniej wody

przygotowanie:

Przygotowany wcześniej zaczyn włożyć do dużej miski, dodać połowę mąki, drożdże, oliwę, sól i wyrabiać. Stopniowo dodawać mąkę i wodę - tyle aby ciasto było dość luźne ale nie kleiste.

Wyrabiać do momentu gdy ciasto odchodzi o brzegów naczynia.

Przykryć miskę ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Gdy ciasto podwoi objętość (ok1-1,5h) należy je odgazować uderzając pięścią i zostawić do ponownego wyrośnięcia (ok 30 min).

Po tym czasie ciasto wyłożyć na oproszoną mąką stolnicę i rozwałkować na grubość 2,5 cm. 1/3 placka założyć do środka. To samo zrobić w drugą stronę i z brzegami otrzymamy jakby kwadrat.

Tak przygotowane ciasto pozostawiamy do wyrośnięcia na kolejną godzinę.

Piekarnik nagrzewamy do maksymalnej temperatury (ok 250 stopni).

Po wyrośnięciu rozwałkowujemy ciasto na grubość 2 cm i kroimy na 9 kwadratów.

Układamy na wyłożonej papierem blaszce i zostawiamy na do wyrośnięcia.

Po ok 30 min pieczemy przez ok 5-7 min do pięknego koloru!

Smacznego!!!

wtorek, 15 stycznia 2013

 

Podobno dawniej kucharz miał tyle zakładek na czapce na ile sposobów potrafił przyrządzić jajka. Problem zaczynał się ponoć dopiero powyżej 100 alternatywnych rozwiązań. Osobiście mam zwyczaj podawania w weekend na śniadanie jajek na ciepło. Jednak tygodni w roku jest więcej niż popularnych sposobów na jajko. Więc gdy doszłam do wniosku, że repertuar: na miękko, po wiedeńsku, w koszulkach, jajecznica, tortilla lub omlet potrzebuje urozmaicenia, postanowiłam przyrządzić jajka zapiekane. Już miałam w rękach kokilki żaroodporne, gdy zauważyłam nie schowaną foremkę pozostałą po pieczeniu poprzedniego dnia muffinek... I tak powstały zapiekane jajka-kubeczki.

składniki na 4 kubeczki:

4 jajka,

4 plasterki szynki,

4 grudki koziego sera,

kromka chleba prostokątnego chleba,

masło do posmarowania foremki,

łyżeczka tymianku*,

szczypta papryki,

sól i pieprz,

dwie garście rukoli,

krem balsamiczny (opcjonalnie).

przygotowanie:

piekarnik nagrzewamy do 170 stopni

Foremkę na muffiny lub naczynka żaroodporne smarujemy masłem (jeśli chcemy wyjąć zawartość w jednym kawałku jak "babkę" trzeba porządnie posmarować foremkę tłuszczem).

Na dno każdego wgłębienia wkładamy 1/4 kromki chleba (lub na wielkość dna).

Szynkę kroimy w paski szerokości ok 1,5cm i wkładamy na krzyż do wgłębień formując jakby koszyczek.

Do każdego wgłębienia ostrożnie wbijamy jajko. Doprawiamy przyprawami.

Na koniec ostrożnie wkładamy rozdrobniony na okruszki ser.

Całość zapiekamy od 10 do 15 min. Długość warto kontrolować - aby osiągnąć preferowany stopień płynności jajka.

Zapiekane jajka wyjmować odcinając nożem brzegi i zachowujac ostrożność układać na rukoli skropionej oliwą i sosem balsamicznym.

*W sezonie warto eksperymentować z dodatkami takimi jak szczypiorek czy pomidory choć o tej porze roku ja ograniczyłam się do suszonych przypraw.

wtorek, 08 stycznia 2013

Nie pamiętam skąd mam przepis na to ciasto ale jestem mu wierna od lat. Jest jednym z tych przepisów do którego wracam  zawsze jak nie wiem jakie ciasto mam zrobić. I zawsze smakuje tym, dla których je zrobiłam. Dużym i małym, (którzy wykradają zanim ciasto ostygnie). Dodatek jabłek i cynamonu sprawia że ciasto jest "szarlotkowe" a jednocześnie pozostaje ciastem kręconym. Wszystko piecze się "na raz", nie ma potrzeby robienia oddzielnie spodu i masy, żadnego zapiekania na raty, bicia piany z białek. Parafrazując: szybko, łatwo i pysznie... Strona w starym zeszycie, na której zapisałam przepis jest już mocno zużyta więc chyba pora przenieść przepis za szkło :)

składniki:

2 szklanki mąki

1 szklanka cukru

4 jajka

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody

1/2 szklanki oleju

garść orzechów włoskich

garść rodzynek

3 winne jabłka

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżka kakao

przygotowanie:

Jabłka umyć, obrać i pokroić w kosteczkę.

Mikserem ubić z jajka z cukrem do białości.

Mąkę przesiać z proszkiem i sodą, dodać do kogla-mogla.

Dalej mieszając cienkim strumieniem wlać olej, potem kakao i cynamon.

Dodać jabłka, rodzynki i orzechy.

Piec w formie 25x28 cm lub w blaszce z kominkiem o średnicy 25 cm w temp 200 stopni przez 30-40 min (do suchego patyczka).

Smacznego!!!

czwartek, 03 stycznia 2013

To propozycja zarówno na rodzinny posiłek, jak i wykwintną potrawę serwowaną podczas proszonego obiadu. Prostota wykonania z powszechnie dostępnych składników powoduje, że danie nadaje się na weekendowy obiad dla rodziny, natomiast elegancki wygląd, kolorystyczne walory estetyczne a przede wszystkim wyważona kompozycja smaków czynią zeń ciekawe danie, które z całą pewnością możemy uznać za wystarczająco interesujące by zaproponować je gościom... Pod warunkiem, że goście jadają ryby... Warunek podstawowy: świeża, dobrej jakości ryba!

składniki (na 2-3 porcje):

2 filety z pstrąga (każdy po ok 200-250g)

2 ząbki czosnku

20-30g masła

1 pomarańcza (najlepiej nie sypana)

1 cytryna (jak wyżej)

3 gałązki natki pietruszki

sól morska i świeżo mielony pieprz

olej do posmarowania formy

przygotowanie:

Filety umyć pod bieżącą wodą i osuszyć papierowym ręcznikiem. Natrzeć solą morską i świeżo zmielonym pieprzem.

Piekarnik nagrzać do 190 stopni.

Pomarańczę i cytrynę wyszorować w ciepłej wodzie. Przekroić na połówki. Z połowy pomarańczy i połowy cytryny wycisnąć sok, pozostałe połówki pokroić na plastry.

Ząbki czosnku obrać i pokroić w poprzek na cieniutkie plasterki. Natkę umyć i drobno posiekać.

Naczynie  żaroodporne posmarować łyżką oleju. Włożyć filety i polać sokiem z cytrusów. Obłożyć czosnkiem, posypać natką i wyłożyć plastry cytrusów.

Wstawić do piekarnika i piec pod przykryciem ok 20 min (jeśli naczynie nie ma pokrywki, wystarczy przykryć folią aluminiową). Po tym czasie odkryć i piec jeszcze ok 10-15 min.

Podawać gorące w towarzystwie ryżu i świeżej zieleniny np sałaty

Smacznego!

Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Durszlak.pl Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl - moja galeria
my foodgawker gallery
stat4u Top Blogi Odszukaj.com - przepisy kulinarne Lista Blogów Kulinarnych Follow on Bloglovin Foodki - fotografie potraw i zdjęcia kulinarne